Pages

niedziela, 28 lutego 2010

Merytoryki ciąg dalszy - zakładamy biustonosz

Dzisiejsza notka będzie trochę mieszana – będzie o wyborze wstępnej miseczki, a następnie o zakładaniu. Wszelakie niuanse – w części następnej.


Wybieramy miseczkę


Nie jest to takie proste, jakby się mogło wydawać. Zabierzemy się na razie za rozmiar wyjściowy, a za kombinowanie – później. Żeby określić prawidłowo nasz rozmiar, trzeba wiedzieć, jak dobrze założyć stanik. A żeby wiedzieć, jak dobrze założyć stanik, trzeba znać swój orientacyjny rozmiar.


W pomiarach tkwi sekret (a przynajmniej jego część)


Wymierzyłyśmy się już pod biustem. Załóżmy, że wyniki były takie:
- pomiar nr 1 – 72 cm
- pomiar nr 2 – 77 cm
- pomiar nr 3 – 80 cm
Jak widać, potrzebujemy stanika o obwodzie 70 (32) (w nawiasie rozmiar brytyjski). By dobrać jednak miseczkę, potrzebny jest nam pomiar w biuście. Najlepiej dokonywać go w miękkim biustonoszu na fiszbinach, niemniej jednak my, małobiuściaste, często przed „uświadomieniem stanikowym” nosimy staniki usztywniane lub nawet z gąbką. Taki biustonosz do mierzenia się nie nadaje, więc lepiej dokonać pomiaru nago.
W biuście mierzymy się luźno, miarka powinna leżeć równolegle do podłogi, nie wbijać się w ciało ani nie spadać. Najłatwiej oczywiście dokonać pomiaru z pomocą drugiej osoby. Wynik należy zanotować.
Teraz wyszukujemy nasz obwód w tabeli rozmiarów (tu tabela rozmiarów z bloga „Stanikomania!”), a następnie odpowiadającą mu miseczkę. Załóżmy, że naszym wynikiem w biuście w pomiarze luźnym było 91 cm. Nasza szukana miseczka w rozmiarówce brytyjskiej to 32DD. Zbliżonym rozmiarem (choć nie identycznym) w rozmiarówce polskiej jest 70E ( o tych różnicach również później).
Oczywiście, nasz wybrany rozmiar jest wstępny, ale zanim go zweryfikujemy, załóżmy stanik :)


„Jak to źle zakładam stanik?”


Wbrew pozorom, założenie stanika wymaga odrobinę uwagi i nie sprowadza się jedynie do zapięcia haftek i nałożenia ramiączek. Metod zakładania jest kilka, nie ma „najsłuszniejszej”, więc przedstawię pokrótce po swojemu, zwracając uwagę na szczegóły.
1)      Przed założeniem stanika warto lekko poluźnić ramiączka – mocno ściągnięte mogą nam sprawić trudność przy zapinaniu. Wyregulujemy je w dalszej kolejności.
2)      Stanik najlepiej zakładać w pochyleniu. Przykładamy fiszbiny dokładnie pod piersiami, tak, by je okalały. Z tyłu zapinamy obwód na wygodny dla nas rząd haftek.
3)      Jeśli nie założyłyśmy ramiączek do tej pory – teraz naciągamy je na ramiona. Oczywiście, nie mogą być mocno skrócone – utrudni to nam punkt następny.
4)      Czas  na układanie piersi w miseczce. To dosyć trudna część, więc warto się na niej skupić. Zacznijmy od lewej piersi (może być od prawej, kwestia wyboru :)) – lewą rączką przytrzymujemy lewą fiszbinę* w miejscu, prawą dłoń wkładamy do miseczki, podnosząc nią lekko pierś (nie ciągnąc jednak skóry!) i układając tak, by wypełniała dokładnie miskę od dołu. Analogicznie postępujemy wobec drugiej piersi. Ma to szczególne znaczenie dla biustów niezbyt jędrnych.
5)      Inną metodą układania piersi jest „wstrząsywanie” ich do miseczki. Sprawdza się w przypadku nieco cięższych biustów. Trzeba się mocno pochylić do przodu, odgiąć odrobinę fiszbinę* i pobujać nieco biustem, by grzecznie w całości znalazł się w miseczce. Oczywiście, postępowanie to wykonujemy dla obydwu piersi.
6)      Niezależnie od wybranej metody układania warto zawsze zrobić naszym piersiom taką lekką „huśtawkę” (już bez odginania fiszbinów), by same wymościły się w miseczkach, jak im wygodnie. Przy okazji może to pomóc przy weryfikacji rozmiaru.
7)      Teraz czas na ramiączka – regulujemy je tak, by były lekko napięte, lecz nie wbijały się w ramiona. Musi być nam wygodnie. Żeby ułatwić sobie regulację ramiączek, możemy je zsuwać kolejno z ramion.
8)      I voila! Teraz będzie można sprawdzić, czy stanik dobrze leży.



Dlaczego jest to tak ważne?


Kiedy nie przykładamy uwagi do zakładania stanika, często dzieje się tak, że źle oceniamy nasz rozmiar. Źle układająca się fiszbina może uwierać, nawet boleśnie obcierać. Zbyt mocno ściągnięte ramiączka obciążają ramiona, zbyt luźne – nie wspomagają unoszenia biustu.



Co dalej?


Dalej będziemy oceniać, czy miseczka, którą wybrałyśmy, jest ok. Mam nadzieję, że kolejna notka pojawi się szybciej niż ta (przeszkody w postaci problemów z dostępem do Internetu być może nie nastąpią :)). Niestety, prawdopodobnie będzie już bez rysunków, bo utraciłam dostęp do skanera (oczywiście, jeśli ktoś pragnie kupić mi skaner, to proszę pisać na maila, chętnie przyjmę :D).



*wg SJP w wersji PWN „fiszbin” jest poprawną formą, nie „fiszbina”. Oczywiście, inny słownik twierdzi, że obie formy są poprawne. Czy któraś z czytelniczek jest polonistką i zna prawdę? :P

wtorek, 9 lutego 2010

Odrobinę merytoryki

Tytułem wstępu


Napisałam całkiem pokaźną notkę na temat dobierania obwodów, merytoryczną i te kwestie. Powiem więcej, napisałam ją jakiś czas temu, a dziś przeczytałam. Zęby mi tylko zgrzytnęły i doszłam do wniosku, że ja pedagogicznego zacięcia nie mam (i mieć nie będę) i jakoś tak nie podchodzi mi wyjaśnianie czegoś całkiem od podstaw. Niemniej jednak Small Cup w założeniu ma trafiać nie tylko do „uświadomionych” małobiuściastych, ale i tych „świeżynek”, więc obowiązek wzywa. Ale! Najkrócej jak się da – bo przecież o dobieraniu stanika możnaby pisać elaboraty, a tu wypadałoby jakieś podstawy :)

Bierzemy miarkę…


… i mierzymy się pod biustem. W zasadzie nie jest to trudne, ale warto dokonać kilku pomiarów, z których każdy coś nam powie o naszym „podbiuściu”.

1)      Ścisło pod biustem, na wydechu – to będzie nasz wyjściowy pomiar. Dlaczego tak, a nie inaczej? Ano, bo miarka jest sztywna, nie rozciąga się tak jak obwód biustonosza, a chciałybyśmy, żeby nas opinał i nie zlatywał ani nie podjeżdżał, kiedy będziemy na tym nieszczęsnym wydechu. Nie przesadzajmy jednak w drugą stronę – mierzenie się do utraty tchu i omdlenia, wbijając sobie miarkę bardzo głęboko w skórę nie jest wskazane.

2)      Luźno pod biustem, na wydechu – pomiar pomocniczy, pozwalający określić nam ściśliwość naszego ciałka. Dlaczego na wydechu? Nie mierzymy pojemności naszych płuc, a nasze ciałko, odnosimy się więc do poprzedniego pomiaru.

3)      Na wdechu, nie za ciasno, nie za luźno – pomiar pomocniczy, który przyda się w określeniu, do ilu centymetrów powinien przynajmniej rozciągać się nasz stanik, byśmy mogły swobodnie oddychać.



Ustalamy wstępny obwód


W tym celu wybieramy pomiar nr 1, zaokrąglając go do pełnych piątek w dół. Oczywiście, jest to orientacyjne, albowiem możemy czasem potrzebować obwodu ciaśniejszego, czasem luźniejszego. Wszystko wyjdzie w praniu, ale jeśli nie chcemy chodzić do przebieralni z naręczem staników kilka razy, warto wiedzieć, jakie obwody należy wziąć :).

Poprawkę na pomiar nr 1 wziąć warto na podstawie pomiaru nr 2. Jeśli różnica między nimi jest duża, większa niż 8-10 cm, to koniecznie bierzemy do przymierzenia również obwód oczko większy niż nasz wyjściowy. Wyjaśnienie: miarka, mimo że nieelastyczna, zasadniczo ma ok. 1 cm szerokości, więc łatwiej się nam wbija w miękkie ciałko, niż szerszy obwód stanika.

Kolejna poprawka to pomiar nr 3 – nasz stanik powinien rozciągać się przynajmniej do tylu centymetrów, byśmy mogły swobodnie oddychać.

W efekcie do przebieralni warto zabrać staniki o sąsiadujących obwodach. Oczywiście, w międzyczasie zweryfikujemy też ściśliwość poszczególnych modeli biustonoszy, „ściśliwość własną”, szerokość fiszbin (zależną od obwodu) – wszystko jednak w swoim czasie.

Mierzymy na sobie


Do kolejnej oceny potrzebny będzie stanik. Jak go założyć, by nie przekłamać naszych pomiarów? Sztuczek jest kilka:

1)      Zapinamy obwód z przodu, zamiast z tyłu – nie oszukają nas za małe miseczki!

2)      Zapinamy obwód z tyłu, ale miseczkami w dół – powód ten sam :)

3)      Bierzemy miseczkę nieco większą, niż spodziewamy się nosić – tu jednak bardzo ostrożnie, by zbyt szerokie fiszbiny nie stanowiły części obwodu. Ta metoda wymaga również wstępnej znajomości miseczki, jaką powinnyśmy nosić.

Jak ocenić obwód na sobie? Kilka świętych zasad:

1)      Powinien leżeć poziomo. W niektórych modelach obwód ten będzie niżej lub wyżej, ale jego równoległość do podłogi powinna być wstępnym kryterium (oczywiście, jeśli mamy do czynienia z prostą podłogą).

2)      Kiedy my się ruszamy – obwód się nie rusza, tkwi w miejscu tam, gdzie go założono. Jeśli to nowy stanik – powinien trzymać się, zapięty na najluźniejsze haftki.

3)      Możemy zapiąć się na pierwszy, drugi i trzeci rząd haftek (są biustonosze z większą ich ilością, a z nimi jeszcze nie miałam do czynienia), ale na pierwszym, najluźniejszym jest nam wygodnie.

4)      Możemy w nim swobodnie oddychać – nic nie wbija się nadmiernie w ciało, nie gniecie. Tu przydaje się nam pomiar numer 3 – jeżeli biustonosz nie rozciąga się w ręku do przynajmniej tylu centymetrów, ile mamy na wdechu, może okazać się za ciasny i niewygodny.

5)      Bez względu na wszystko stanik nie może „wjeżdżać nam na piersi z przodu”.

6)      Po podciągnięciu ramiączek do stanu ich lekkiego napięcia (lekkiego – tak, by nie wbijały się w ciało oraz żeby można je odciągnąć odrobinę w górę) obwód nie powinien znaleźć się wyżej.




Niepokojące oznaki


Po czym rozpoznać, że nasz dobrany obwód jest nie w porządku?

Jeżeli: „podjeżdża” przy ruszaniu się lub nawet bez niego lub fiszbiny z przodu od dołu próbują „wejść” na piersi lub po nieznacznym podciągnięciu ramiączek zmienia swoje położenia lub po prostu spada – jest za luźny. Należy wziąć wówczas obwód o „oczko” mniejszy. Jeśli nadal pojawiają się te same symptomy – lepiej zrezygnować z danego modelu biustonosza. Konieczność zaniżania obwodu o kilkanaście centymetrów oznacza kiepską jakość materiałów. Duże zaniżanie obwodu może też spowodować, że weźmiemy za dużą miskę (o czym w kolejnych notkach).






Jeżeli: wbija się boleśnie w ciało lub nie możemy wziąć swobodnie wdechu lub przesuwa się w dół (fiszbiny nie znajdują się bezpośrednio pod piersiami) lub ślady po nim nie znikają po więcej niż godzinie (w zależności od delikatności skóry) – jest za ciasny. Należy wziąć wówczas obwód o „oczko” większy.

Na zakończenie

Drogie panie, w tym momencie nie uciekamy z krzykiem na widok tylu informacji naraz, ale grzecznie czekamy na następną notkę, dotyczącą miseczkowo – fiszbinowych obserwacji :)

Wybaczcie mi też moje koślawe rysunki, ale od miesięcy nie miałam ołówka w ręku i wyszło, jak wyszło :)

Zamieszanie sesyjne mi minęło, z uczelni wyszłam z tarczą, mam więc nadzieję, że w najbliższym czasie notki będą pojawiać się regularnie.